Girls in Tech Poland | GiT AUTORYTETY #2 Hanna Tomaszewska
243
post-template-default,single,single-post,postid-243,single-format-quote,qode-listing-1.0.1,qode-social-login-1.0,qode-news-1.0,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-12.1,qode-theme-bridge,bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.2,vc_responsive

same jesteśmy swoim największym wrogiem

— GiT AUTORYTETY #2 Hanna Tomaszewska

Cykl inspirujących wywiadów z kobietami z branży STEM (science, technology, engineering, math)

Przed Wami Hanna Tomaszewska, autorka bloga Analiza IT, którego subskrybuje ok. 2 000 czytelników. Stronę odwiedza miesięcznie 12 000 osób.

Hanna zajmuje się analizą biznesową od 8 lat. Od 6 lat prowadzi bloga.

 

  1. Dlaczego analiza IT, skąd taki pomysł? A może to bardziej dzieło przypadku? Jak to wyglądało u Ciebie?

 

Na trzecim roku studiów trzeba było podjąć decyzję – wybrać specjalizację. Rozpisałam wszystkie dotychczasowe przedmioty na studiach i przydzieliłam im oceny – jak bardzo mi się podobały i jaką miałam z nich ocenę (czy dobrze mi to szło). Na czołówkę wysunęła się Inżynieria Oprogramowania oraz Algorytmy i Modelowanie Systemów. Zastanawiałam się co przyda się na rynku pracy.

Pracowałam już wtedy jako Specjalista ds. Dokumentacji Technicznej, a wcześniej miałam ok. 1,5 roku doświadczenia w programowaniu. Widziałam jak koledzy ze studiów zapalają się do programowania i jak mogli przesiedzieć całe noce, żeby dowiedzieć się czemu im to, kurde, nie działa. Moja cierpliwość kończyła się dużo szybciej. Choć programowanie uważałam za bardzo ciekawe zajęcie, dające ogromną satysfakcję, że jesteś w stanie stworzyć coś, co zadziała, to jednak nie miałam do tego aż tyle serca.

Potrzebowałam więcej kontaktu z ludźmi i dokarmienia też tej humanistycznej części umysłu. Patrzyłam na projekty, chodziłam na zajęcia z Inżynierii Oprogramowania i widziałam, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Patrzyłam nie raz jak projekty brną bez celu, bez sensu i jak ludzie robią coś, z czego nie byli dumni, a klienci się rozczarowują, wkurzają lub chowają system do szuflady. Tak mnie to naładowało! Chciałam, żeby było inaczej. Oprogramowanie miało przecież klientowi pomagać, do czegoś służyć, dawać korzyści. Chciałam, żebyśmy w zespołach też lepiej rozumieli co, po co i dla kogo robimy. Żebyśmy byli zadowoleni czy nawet dumni ze swojej pracy a klient przyjmował ją entuzjastycznie i z korzyścią dla siebie.

Nałożyło się kilka rzeczy – te doświadczenia, specjalizacja z inżynierii oprogramowania, która, jak czułam, jest tym rozwiązaniem, szkolenia Ernst & Young, gdzie konsultanci opowiadali nam o analizie biznesowej, architekturze korporacyjnej, zarządzaniu strategicznym, pisanie pracy dyplomowej, odkrycie bloga Jarka Żelińskiego, który był tak miły, że sprawdził mi 120 stron pracy :), koło naukowe Zarządzanie IT, które założył Tomek (mój mąż), żeby pokazać ludziom z IT, że jest dla nich wiele różnych ścieżek kariery.

I tak znalazłam analizę – coś, dzięki czemu wpadam w tzw. flow i nie czuję jak mijają długie godziny. Analiza była wtedy bardzo mało popularna (koleżanka wciągając mnie do następnej firmy musiała tłumaczyć co ja robię i w czym im to pomoże), ale czułam, że jest bardzo potrzebna. To była ta luka – żebyśmy wiedzieli dlaczego, co i dla kogo dokładnie robimy i robili to jak najlepiej. Chodziłam na wszystkie spotkania o analizie, zarządzaniu projektami, o czymkolwiek się dało. Poszłam też do coacha kariery, który pomógł mi poukładać moje wartości, silne strony, oczekiwania. Wszystko się zgrało.

W 2012 roku postawiliśmy z Tomkiem bloga Analiza IT. Mogłam się tam wyżyć :), pisać teksty (co uwielbiałam od podstawówki) i to jeszcze o analizie. Okazało się, że ktoś to nawet czyta 🙂 Z czasem blog rósł jako jakieś hobby na boku. Potem zgłaszali się ludzie na szkolenia, na spotkania branżowe. Lubiłam o tym słuchać i mówić – brałam udział we wszystkim, co się działo w tym temacie. Z czasem też okazało się, że to świetny balans dla pracy zawodowej, miejsce ściągające fantastycznych ludzi, możliwość uruchamiania różnych inicjatyw, pole do nauki np. jak robi się szkolenia, kursy on-line, podcasty i też źródło wielu doświadczeń, które pozwala nieco lepiej zrozumieć przedsiębiorców i ich problemy, a to właśnie pomaganie im widzę jako rolę analityka.

Był też taki burzliwy czas – dopiero co zmieniłam pracę, miałam pracować z bardzo fajnym dyrektorem. Ceniłam go i miałam nadzieję wiele się od niego nauczyć, podciągnąć się do bardziej wymagających zadań. Potem nagle jedna zmiana, druga zmiana i obraz sytuacji wygląda drastycznie inaczej. I myślę sobie „O, nie. Nie będzie mi tu ktoś z zewnątrz odwracał życia bez mojego wpływu. Nie będę zależeć od żadnego pracodawcy.” Zakasałam rękawy, przygotowałam listę usług, jakie mogę wykonywać na boku dla innych firm. Poszłam porozmawiać z kilkoma sprzedawcami w IT, żeby usłyszeć ich opinię, czy przedsiębiorcy tego potrzebują, czy to się może sprzedać. Przyszedł mi do głowy też poznany na Toastmasters Maciej Stępa. „Maciek, Ty jesteś prezesem kilkudziesięcioosobowej firmy (Profit Plus), powiedz mi czy takie usługi mają wartość z Twojego punktu widzenia?”. A on mi na to:

Maciej: – Ty masz tego bloga, nie? Ile tam ludzi Cię czyta?

Ja: – No, miesięcznie wchodzi z 12 000.

Maciej: – Ile?! To Ty zapomnij o tych przedsiębiorcach! Ty masz już ogromną liczbę osób, której co miesiąc dostarczasz wartość, po którą wracają! Ty się na nich skup! A co Ty tam sprzedajesz na tej stronie?

Ja: – Nic. Tak tam sobie piszę.

Maciej: – To świetnie! Teraz zrób jakiś produkt!

Ja: – Właśnie robię. Kurs Adeptów Analizy – taki mailingowy kurs podstaw analizy.

I tak się zaczęło 🙂 Pamiętam jak wstawałam codziennie o 6:00 i przed pracą pisałam. Pisałam po pracy. Po północy kończyłam integrację z systemem mailingowym i systemem płatności (prawdopodobnie najgorszy kod jaki w życiu widzieliście :)). A potem zlana potem z rana trzymałam palec nad przyciskiem publikacji. Myślałam: „OMG. Ludzie mnie zhejtują. Tyle lat pisałam za darmo, a teraz będą gadać, że za pieniądze.” Zamknęłam oczy, wcisnęłam „Publikuj” i wyszłam na autobus do pracy. W trakcie jazdy autobusem kurs zarobił bezobsługowo na nowe buty 😛 Jechać autobusem i zarabiać – niesamowite. A potem, ku ogromnemu zdziwieniu, zobaczyłam, że ludzie mi dziękują (!), że powstał ten kurs. Odbiór był bardzo pozytywny. Potem jeszcze dostawałam informacje, że np. ktoś znalazł dzięki niemu pracę! I to kilka osób 🙂 Wiele osób pisało, że w końcu tę analizę ktoś wytłumaczył prostym językiem. Gdyby wiedzieli, to by zaczęli od tego kursu i podarowali sobie wiele nudnych i trudnych do zrozumienia książek. Rewelacyjne doświadczenie. Trzeba się przestać bać pieniędzy, a jedynie pilnować, żeby dostarczana wartość przewyższała cenę.

Maciej został moim mentorem. Chodziłam do niego na spotkania, gdzie rozkminialiśmy rozwój tego „biznesu”. Prezes firmy spędzał ze mną kilka godzin, doradzał mi, dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniami, na końcu jeszcze umył mój kubek po herbacie 🙂 Pierwszy i jedyny raz w życiu przydarzyło mi się coś takiego, żeby prezes miał takie podejście. Ogromnie go za to szanuję i dziękuję 🙂 Jeśli natraficie na Anitę Kowalską czy Talkersów – to w dużej mierze też magiczny wpływ Maćka J <3

A ja teraz coraz bardziej czuję, że mam wybór. Tracę cierpliwość do projektu czy do sytuacji w pracy? Już mną to tak nie wstrząsa. Nie muszę tu być. Mogę z dnia na dzień wyjść i poradzić sobie sama. A jeśli jestem, to dlatego, że chcę. Na zewnątrz wygląda to tak samo, bo nadal pracuję na etacie, ale w środku jest zupełnie inaczej. Życzę każdemu takiego stanu.

Jeśli Ty szukasz swojej drogi, też weź pod uwagę co lubisz, co Ci dobrze wychodzi, czego ludzie/firmy potrzebują. Szukaj odpowiedzi na wiele sposobów. A jeśli nie ma jednej – nie przejmuj się. Niekoniecznie musisz wpaść w sztywne ramy jakiegoś zawodu, ale możesz stworzyć go dla siebie – rób rzeczy, które lubisz, umiesz, a inni ich potrzebują bez względu na to czy znajdziesz na to jedną nazwę czy nie.

 

  1. Czyli wybór w pełni świadomy i, jak wnioskuję, bardzo trafiony 🙂 Przejdźmy może do samego zawodu. Wiele osób spoza branży IT potrafi zdefiniować rolę jest Project Managera, jeszcze więcej ma jakąś wiedzę na temat pracy programisty. Ale zawód analityka systemowego nie jest tak popularny. Uważasz, że jest to rola niezbędna w pracy projektowej?

 

Nie jest łatwo. Często nawet ludzie, którzy mnie zatrudniają, czy proszą o pomoc (a nawet niektórzy sami analitycy!), myślą, że robię dokumenty, spotykam się z ludźmi i spisuję wymagania. Powtarzam chętnie za BABOK, że analityk biznesowy to ten, który wydobywa potrzeby i rekomenduje rozwiązania. One mogą być na różnych poziomach w organizacji, w różnych obszarach – np. rekomendacja strategii firmy, zmiana procesów, nabycie nowych kompetencji, reorganizacja zespołów, kupienie gotowego systemu, zintegrowanie kilku systemów, napisanie systemu od zera. My analitycy sami mamy bardzo różne definicje. Kiedy zapytasz wiele osób, usłyszysz różne odpowiedzi. Nasza rola jest nieostra. Często analizę wykonują nie-analitycy – zarządy, konsultanci, Product Managerowie, UX Designerzy, Programiści, itd. Nie przepadam też za wydzielaniem analityka systemowego i osobno analityka biznesowego. Z mojego doświadczenia powodowało to problemy – oddzielenie komunikacji tego, który rozumie po co i dla kogo od tego, który rozumie, co zostanie dostarczone jako rozwiązanie. Różne są jednak doświadczenia, projekty i firmy, więc w każdej może to wyglądać inaczej – innych też ludzi i zakresy obowiązków możemy mieć na myśli wypowiadając te hasła.

Czy uważam, że rola analityka jest niezbędna w projekcie? Nie.

Słyszałam kiedyś takie porównanie: jak gra orkiestra z dobrym, ze złym i bez żadnego dyrygenta? Jak myślisz? Najgorzej brzmiała gra ze słabym dyrygentem. Lepiej było, kiedy orkiestra grała sama. Najlepiej jednak wychodziło wtedy, kiedy miała dobrego dyrygenta.

Jeśli przyrównać analityka do takiego dyrygenta w kwestii potrzeb organizacji i interesariuszy oraz sposobów ich spełniania przez dostarczanie rozwiązań, to pewnie wyglądałoby to podobnie.

Pytanie, co masz na myśli mówiąc „analityk”? Czy jesteśmy potrzebni do projektowania GUI, bazy danych? Nie bardzo. Ja mam w głowie bardziej to, kim się trzeba stać, jak szerzej trzeba patrzeć od zespołu, który koncentruje się na tworzeniu rozwiązania. Trzeba się stawać potrzebnym, rozwijać i sprawdzać, czy się tę wartość rzeczywiście dostarcza.

 

  1. Czyli gdyby w projekcie zabrakło analityka to…?

 

To bardzo mocno zależy od projektu, firmy, zespołu. Na tę chwilę widzę 2 główne czynniki – złożoność projektu i kompetencje zespołu. Jeśli nasz projekt ma małe wymagania na analizę, np. dziedzina jest prosta, dostępna, znana, niewielu interesariuszy, system złożony w stopniu do ogarnięcia, to zespół bez analityka sobie poradzi, zdarza się, że nawet lepiej. Pewnie sprawdzi się osoba w innej roli, która ma wystarczająco dobrze rozwinięte kompetencje analityczne. Wszystko zależy od tego, jak bardzo wymagający jest projekt pod kątem analizy i jak rozwinięte te cechy ma zespół. Jeśli wystarczająco do zapotrzebowania – to analityk nie będzie niezbędny w zespole.

Wchodzi tu też kwestia organizacji pracy, brania odpowiedzialności przez zespół i wykonywania wszystkich niezbędnych zadań. Są osoby w zespole, które się wyrywają do analitycznych zadań i też takie, które chcą mieć święty spokój i skupić się na „prawdziwej pracy” :), dlatego będą wdzięczni, że analityk robi te wszystkie zadania dookoła. Chcesz sprawdzić, czy jesteś potrzebny? Obserwuj swój zespół. Słuchaj czy i o co pytają, czego od Ciebie potrzebują. Zobacz, jak radzą sobie, kiedy Ciebie nie ma. Sprawdź, czy Twoja praca spełnia swoje cele, pomaga spełniać cele projektu, wnosić jakość i wartość. Odpowiadasz za odkrywanie potrzeb interesariuszy i rozwiązywanie ich problemów. Czy to się dzieje? Sprawdź to.

Analityk obniża ryzyko. Ryzyko łatwo zignorować. System bez analityka powstanie. Pytanie jak jest bliski od tego, co miało rozwiązać problem interesariuszy? I czy kogoś ta odległość boli i jak mocno?

Z przykładów, w których widzę, że brakuje więcej analizy, pojawiały się takie sytuacje: nie był znany cel projektu (po co my to robimy?), cel był tak rozstrzelony, że w zasadzie bezużyteczny, nie wiadomo było dla kogo robimy rozwiązanie i jaki problem ono rozwiązuje, czy i ile na nim zarobimy – czy w ogóle opłaca się nad tym pracować, użytkownik nie miał żadnej informacji o produkcie przed wdrożeniem, tak często zmienialiśmy kierunki, że wydaliśmy ogromną kwotę na pracę ludzi, a wartość biznesowa rozwiązania była bliska zeru, realizowaliśmy jakieś wybiórcze wymagania pomijając całą masę innych ważnych, zapominaliśmy o ważnym punkcie widzenia innych interesariuszy, więc rozwiązanie nie było akceptowalne dla wszystkich użytkowników, zakres wymagań rozrastał się tak bardzo, że projekt przestawał być rentowny (sprzedał się za mniej niż kosztowało jego wytworzenie), i „takie tam”… Pytanie czy w naszym przypadku to realne zagrożenia i jak bardzo będą nas bolały.

Warto jeszcze podkreślić, że analityk w projekcie to jedna z opcji. Inną jest analityk w firmie, który patrzy szerzej na problemy firmy niż jeden projekt, albo niż jeden obszar. Doradza on decydentom, co można zmienić, sprawdza czy warto. Interesująca opcja rozwoju – być może coraz częstsza w podejściach zwinnych, gdzie developerzy chcą przejmować więcej zadań analizy systemowej.

 

  1. A co z kobietami – analitykami? Jak wyglądają statystyki, jest nas więcej czy mniej niż mężczyzn w tym zawodzie?

 

Patrząc po Badaniu Zarobków i Kompetencji Analityków Biznesowych, jest nas mniej więcej po równo.

 

  1. To chyba dobre wieści 🙂 A czy Twoim zdaniem płeć ma znaczenie w tym zawodzie? Spotkałaś się z sytuacją, w której ktoś nie wierzył w Twoje kompetencje właśnie z uwagi na płeć?

 

Patrząc na dotychczasowe wyniki z badania zarobków Analiza IT – jako kobiety statystycznie mniej zarabiamy. Policzyłam, że operacja zmiany płci zwróci się po ok. 4 latach 🙂 To oczywiście żart, bo kwestia leży, moim zdaniem, w głowie. Mamy mniejsze aspiracje finansowe, rzadziej sięgamy po wyższe stanowiska. Wydaje mi się, że same jesteśmy swoim największym wrogiem i często to my same w siebie nie wierzymy. Jednak mam nadzieję, że z kolejnymi materiałami na ten temat sytuacja zacznie się nieco poprawiać.

To, co ma bardziej znaczenie w tym zawodzie to cechy indywidualne, a najbardziej – nastawienie. Widzę jakby dwie grupy osób. Jedna nie robi więcej niż jej zlecą – np. „diagramu procesów klient przecież nie zamawiał”, „Ten problem nie jest moim problemem tylko problemem innego działu.”, „Wiem, że to bez sensu, ale on tak chciał.”. Inni czują, że ich nadrzędnym zadaniem jest pomoc firmie, projektowi, zespołowi i dążą do tego, żeby ich praca wniosła wartość.

 

  1. Czy jako kobieta nosisz w swojej torebce rzeczy przydatne na każdą okazję, która może się wydarzyć po wyjściu z domu? 🙂

 

Noszę w torebce wszystkie rzeczy na każdą okazję 🙂 Boję się zmieniać torebki, bo wtedy czegoś zawsze zapomnę przepakować i stoję pod drzwiami bez kluczy, albo po wejściu do pracy robię w tył zwrot, bo nie mam kluczyka do szafki z komputerem.

 

  1. Zgodzę się, zmiany torebek mają swoje konsekwencje 😉 Zawód, który wybrałaś jest wymagający. Czy na co dzień, poza pracą, również stawiasz sobie mniejsze lub większe wyzwania?

 

Co dokładnie znaczy „poza pracą”? 🙂 Poza etatem 8:00-16:00 jest m.in. blog i nauka w różnych obszarach. Trochę się to zlewa, bo analiza to też blog i kursy/szkolenia/studia. Blog i szkolenia to trochę praca, trochę hobby, trochę rozrywka, kontakt z ludźmi, nowe przedsięwzięcia. Czy studia z zarządzania to praca czy hobby? Cieszę się, że mogę posłuchać o ciekawych rzeczach od doświadczonych ludzi. Tak się składa, że te rzeczy też wykorzystam w pracy. Kiedy chcę nauczyć się robić podcasty, ebooki, kurs wideo czy analizę danych do raportu zarobków, to jest to praca czy hobby?

Z rzeczy zupełnie nie związanych z analizą, ostatnimi przedsięwzięciami był maraton i ślub. To były jakieś wyzwania, ale też radość z drogi. Teraz szykuję się do morsowania 🙂 Bardziej niż wyzwania, to chyba chęć kolekcjonowania doświadczeń. Na pewno nie jestem mistrzem kuchni 🙂 A szczytem ambicji było zrobienie dobrego ciasta. Testowałam na kolegach z pracy 🙂

 

  1. Skoro już poruszyłaś temat ślubu. Od niedawna jesteś mężatką, a więc pełnisz nową rolę w swoim życiu. Jak godzisz te dwie funkcje – żony oraz „kobiety z IT”? 

 

Pytanie co znaczy „funkcja żony”? Każdy chyba musi ją sobie sam w parze zdefiniować, czego od siebie nawzajem oczekuje, jak to bycie żoną na się dokładnie objawiać? Nie jest to łatwe, bo mamy dużo filmów w głowie, że to znaczy np. być jak rodzice (choć dostrzegamy ich błędy czy rzeczy, których nie chcemy powtarzać, to to się z automatu włącza). Więc to jest do indywidualnego zdefiniowania 🙂

Z Tomkiem mamy podobne wartości i to na pewno pomaga. Zresztą to on mi bardzo pokazywał swoim przykładem, że nie chodzi o siedzenie od 8:00 do 16:00, odklepanie swojego. To on jeździł nocą na rowerze do swojego zespołu, który miał wdrożenie 🙂 On założył koło naukowe „Zarządzanie IT”, żeby informatycy wiedzieli, że mogą być też analitykami, kierownikami projektów, startup-owcami, itd. On zdecydował się założyć z kolegą firmę i przez ok. rok zarabiać co miesiąc 0 zł, żeby ją rozwijać. On założył Analiza IT i Product Vision, żeby roznosiły się dobre praktyki analizy biznesowej i product managementu. Spędził w sumie wiele lat na wolontaryjnej aktywności w kole Zarządzanie IT, gdańskim oddziale PMI (Product Management Institute), przy Product Vision i przy Analiza IT robiąc strony, szablony, narzędzie do testów w kursie, platformę do kursów, kalkulator zarobków analityków. Ogarnia to, czego ja nie ogarniam – na blogu i w życiu 🙂

Jak się spędza czas z takim człowiekiem, to się równa w górę 🙂

 

  1. Może polecisz nam jakąś aplikację, która pomaga Ci na co dzień np. dobrze organizować swoją pracę? Albo taka, która po prostu umila Ci dzień?

 

Rzeczy do zrobienia pomaga mi ogarnąć Todoist i kalendarz Google. Często korzystam z YouTube do słuchania muzyki. Życie ułatwia mi Jakdojadę, SkyCash, GoogleMaps i Traficar. Nie wyobrażam sobie dnia bez Facebooka 🙂 W nagłych sytuacjach Shazam znajduje tytuł fajnej piosenki, którą właśnie gdzieś słyszę poza domem. Evernote zbiera inspiracje w drodze. A HealthMate gromadzi codzienny pomiar przesyłany automatycznie z wagi 🙂

 

  1. Czyli należych do grona tych, którzy korzystają z mobilnych pomocy 🙂 Powiedz nam jeszcze na koniec jak Ty się motywujesz, gdzie szukasz motywacji? A może to ona znajduje Ciebie? 🙂

 

Podstawową motywacją jest rozdźwięk między tym, co jest, a tym, co mogłoby być. Coś nie tak w zarządzaniu, coś nie tak w projekcie, coś nie tak w analizie. Zniechęcony człowiek, niezadowolony klient albo właśnie rewelacyjny pomysł, który trzeba „tylko” zrealizować. Widzę ten potencjał! Po prostu mam taki filtr w mózgu, że widzę dużo możliwości. Czasem nie widzę, że się nie da, albo, że będzie trudno, ale dzięki temu próbuję. I czasem się udaje 🙂

Motywacją są też ludzie, którzy inspirują i sprawiają, że chce się równać w górę.

autor: Ewelina Gruszczyńska

No Comments

Post A Comment